Bilety wyprzedane na kilka tygodni przez wydarzeniem, długie kolejki do wejścia w dniu imprezy, śpiewający ludzie oczekujący na wejście do środka, w trakcie koncertu niezliczone ilości osób płaczących, skaczących i tańczących – coś wspaniałego <3

Na samym początku chciałem bardzo podziękować mojej trójce kochanych przyjaciół Natalii, Filipkowi i Maćkowi za bilet na ten koncert, który dostałem na urodziny w Maju. Jesteście wspaniali! Prezent idealny! Dosko!

Przejdźmy jednak do tego co działo się na hali Wisły Kraków.

19:15 czas zamówić taksówkę i udać się na miejsce, jednak … 19:50 taksówki dalej nie ma, gdyż w Krakowie pada deszcz, wszystkie ulice zakorkowane, google maps jest czerwone jak nigdy… na szczęście kilka minut później odbiera nas Pan taksówkarz. Na miejsce mamy bardzo blisko więc już o 20:03 jesteśmy na miejscu i w totalnym szoku obserwujemy co dzieje się przed wejściem.

Koncert teoretycznie powinien się już rozpocząć a przed wejściem dwie kilkuset metrowe kolejki. Mieliśmy dużo szczęścia, gdyż nasza znajoma stała w kolejce kilka metrów przed bramkami tak więc życzliwie skorzystaliśmy z jej miejsca i przyłączyliśmy się do oczekiwania. Atmosfera jaką zastaliśmy przed wejściem była niesamowita. Setki ludzi oczekujących na wejście do budynku, śpiewało piosenki Kayah, wszyscy razem, zadowoleni, nie przejmujący się, że pada deszcz, jest zimno a kolejka długa jak 150.

 

W końcu udało nam się dostać do środka. Koncert już się rozpoczął. Pierwsze 30-40 minut (trudno mi ocenić, byłem tak podekscytowany) to koncert samego Bregovic’a wraz z jego zespołem. Totalna petarda. Energia jaką wysyłali artyści ze sceny była niesamowita, banan nie schodził nam z twarzy. Udało nam się staną w połowie hali, nie mieliśmy parcia na stanie jak najbliżej sceny, jak to niestety niektórzy, którzy przychodzą późno na koncert a potem przepychają się na całego przez tłum ludzi.

I nagle pojawiła się ona – Kayah wraz z kapelą składającą się z 4 Górali. Miałem już okazję być raz na koncercie tej artystki, jednak był to mały kameralny akustyczny koncercik, gdzie raczej siedziało się i podziwiało muzykę i wokal piosenkarki – było wtedy przecudownie – tym razem zupełnie inne wydanie Kayah. Piosenki, które artyści wykonywali po kolei, mogły być tak naprawdę w ogóle nie śpiewane przez nich. Tłum tysięcy ludzi, którzy śpiewali na całe gardło robił takie wrażenie, że dech zapierało w piersiach – a trzeba było śpiewać 🙂

 

Bardzo się cieszę, że Kayah i Goran zdecydowali się na trasę koncertową i prezentowanie piosenek z płyty, która pojawiła się prawie 20 lat temu. Hity „prawy do lewego”, „jeśli bój istnieje” czy „100 lat młodej parze” znają wszyscy na pamięć nawet po tak długim czasie. Ludzi, którzy stali obok mnie płakali na „nie ma, nie ma Ciebie” i innych bardziej sentymentalnych piosenkach.

 

Całość zakończyła się piosenką „byłam różą” odśpiewaną na cały głos przez wszystkich, którzy pojawili się na koncercie. Przepiękne emocje, gęsia skórka nie znikała z moich rąk. Wielkie uznania dla Kayah za genialny głos, którym popisywała się w każdej piosence, zawsze słuchanie kogoś tak genialnego na żywo robi na mnie ogromne wrażenie.

Oczywiście nie zabrakło bisów, artyści wracali 3 razy na scenę a towarzyszyły im ogromne owacje, krzyki i brawa.

Koncert przeżyłem bardzo pozytywnie 🙂 miałem przy sobie 3 bardzo ważne dla mnie osoby i byłem bardzo szczęśliwy, że mogę przeżywać to wszystko właśnie z nimi. Dlatego raz jeszcze bardzo dziękuje :*

Podobnie naładowany byłem po koncercie Beyonce w Warszawie – tylko wtedy stałem wryty i zszokowany z emocji jakie mi towarzyszyły, tym razem zabawa na całego 🙂

Tak dzisiaj trochę inaczej, nie na sportowo ale raz na czas można coś odmienić.

Trzymajcie się cieplutko w ten obrzydliwy pogodowo czas!