Dziesiątki siłowni w każdym mieście, dziesiątki trenerów w każdej siłowni, dziesiątki zajęć prowadzonych przez dziesiątki trenerów w dziesiątkach siłowni jednocześnie.

Często jest tak, że przychodzę na zajęcia prowadzone i po 5 minutach już wiem „nie wrócę już do niego/do niej na trening” – dlaczego tak jest? Być może potrzebna jest jakaś chemia w powietrzu, jakaś dobra energia, coś nowego, nie wiem, ale jest to chyba tak samo jak z ludźmi jednych lubimy drudzy są nam obojętni.

Wracając do dziesiątek siłowni, dziesiątek trenerów itd, postanowiłem przeprowadzić mały wywiad z jedną z moich ulubionych trenerek – Katarzyną Kurek, do której chętnie wracam jak tylko mam czas na trening grupowe.

Zachęcam do poświęcenia chwilki i zapoznaniem się z tym, co Kasia ma do powiedzenia w temacie treningów, trenerów i naszej kondycji.

Przetrenowany: Kasiu, dziękuje Ci bardzo za chęć podjęcia się tego wywiadu i od razu zacznę z pytaniem. Kto to jest dobry trener i czy w ogóle można mówić o tym, że ktoś jest złym trenerem?

Kasia Kurek: Całą moją wypowiedź zacznę od tego, że zawód trenera, instruktora stał się bardzo, ale to bardzo popularny. Część osób rzeczywiście ma „powołanie”, a część ulega najzwyczajniej modzie, potrzebie fejmu, traktuje to jako drogę pozyskania odbiorców i daje dzięki temu upust autopromocji. Ciężko znaleźć definicje co to jest, albo kto to jest dobry trener i pewnie ile nas jest na świecie tyle jest zdań jak powinien wyglądać, czym się wyróżniać. Podczas tego wywiadu będę przedstawiała pracę trenera z mojego punktu widzenia czym ja się kieruje w doborze treningu, moim podejściu jeśli chodzi o mój zawód.

Przetrenowany: Jaki typ klientów masz na co dzień ?

Kasia Kurek: Masa osób przychodzących na treningi to przede wszystkim w dużej mierze Ci, którzy chcą zmienić swój wygląd na lepszy, chcą schudnąć, niewiele, ale jest parę osób które przychodzą czegoś się nauczyć np. podciągać się, stać na głowie itp. U tych ostatnich prowadzenie treningu nie jest jakimś dużym wyzwaniem. Schody zaczynają się u gr wcześniejszej. Wśród nich są Ci, którzy mają jakieś problemy, zazwyczaj zdrowotne, kontuzje, bóle ale także problemy z niska samoocena, gdyż nie akceptują swojego wyglądu. Pierwsze pytanie na jakie próbuje znaleźć odpowiedź w przypadku dolegliwości to; skąd się wziął ból. Jeśli jest wynikiem operacji, złamania bądź czegoś na co sama nie do końca będę mogła wpłynąć, to szukam ćwiczeń odciążających daną partie, natomiast w wielu przypadkach jest to ból będący konsekwencją pracy zawodowej, złej techniki poruszania się i wad postawy. Wbrew temu co klient chce i czego oczekuje, to są dla mnie kluczowe wyznaczniki jeśli chodzi o współprace. Owszem podejmuje kroki które mają doprowadzić nas do celu jaki klient sobie założył, ale dla mnie najważniejsze jest wyeliminowanie bólu, który też bardzo często staje na drodze wykonania niektórych ćwiczeń. Najważniejsze dla mnie jest to, by życie codzienne sprawiało podopiecznemu jak najmniej bólu i przykrości. Najwięcej satysfakcji czuje wówczas, gdy klient przychodzi i mówi „Kasia przestało boleć”. Wiem, że mojemu osiągnięciu, sukcesowi nie zrobię zdjęcia, bo nie jest on wymierny jak waga, cm, ilość tkanki tłuszczowej.

Przetrenowany: A czy nie uważasz, że klienci oczekują litrów potu i poczucia, że tą godzinę przepracowali na maxa?

Kasia Kurek: Nie podoba mi wyścig szczurów jaki obecnie można zaobserwować. Widzę, że część trenerów wychodzi z założenia, że dobry trening to ten, z którego połowa wychodzi na czworaka, a resztę wynoszą. Lubię jak moi wychowankowie się uczą, wynoszą z treningu dosłownie parę elementów, które pozwalają im lepiej przeżyć codzienność.  Czasami podpatrzą jak ułożyć dla siebie trening, nawet w warunkach domowych by wykorzystać dni kiedy nie mogą przyjść… to cieszy ale tez czasami spina bo uświadamia że non stop ktoś na Ciebie patrzy i uczy się, wiec bądź takim nauczycielem byś był wzorem. Wiem, że cześć osób przychodzi motywować się tym, jak wygląda trener, stąd pewnie w sieci cała masa portali, blogów gdzie aż roi się od fit zdjęć. Część obserwuje technikę, a dla części wielkim wow jest to ile trener podniesie czy wyciśnie.

Przetrenowany: A jaki jest Twój stosunek do wychodzenia na czworaka? Ile razy miałem przyjemność u Ciebie ćwiczyć to było ciężko 🙂

Kasia Kurek: Musze się przyznać, że czasami odpuszczam. Dojrzewałam do tego momentu wg mnie dość długo 🙂 bardzo często wydawało mi się, że każdy trening musi być na maksa. Ależ skąd? I chciała bym powiedzieć jak Usain Bolt: ”jak mam nastawienie, że mi się nie chce trenować, to zmieniam nastawienie”, ale często to nastawienie nie chce się zmienić. Sama mam kryzysy, ale wiem, że słabszy trening jest lepszy od braku treningu. Pewnie masa z nas współpracuje z mistrzami, wyczynowcami, gdzie presja, czas i wynik mają kluczowe miejsce podczas treningu. Ale przypuszczam, że 90% z nas pracuje z Kasią zza biurka, która ma prawo być zmęczona, bo dziecko w nocy płakało, a w pracy świat się zawalił. Trzeba jeszcze jej pogratulować , że w takich okolicznościach miała siłę by przyjść na trening 🙂

Przetrenowany: Poznałem Cię własnie na zajęciach grupowych. Kolejki do Ciebie są na tydzień wcześniej. Jaki jest Twój fenomen, że ludzie Cię słuchają i z taką liczną frekwencją zjawiają się na zajęciach?

Kasia Kurek: Jeśli chodzi o zajęcia grupowe moja zasada jest jedna. Może zabrzmi to ideologicznie, ale kieruje się „logiką treningową”. Staram się tak dobrać ćwiczenia, by miały sens i efekt, a nie były wypełnieniem godziny zajęć. Ciężko mi stwierdzić co przyciąga klientów do mnie na zajęcia w takich ilościach, czemu jest tak długa lista rezerwowa. O to pewnie trzeba by było ich zapytać. Wiem jednak, że umiejętność pokazania prawidłowej techniki jest kluczowym elementem. Na szczęście mimo zwolnień z wf-u mądrość narodu w tej dziedzinie wzrasta i jest coraz więcej świadomych klientów na zajęciach. Na np. trx staram się co jakiś czas znaleźć nowe , ciekawe a zarazem trudne ćwiczenie, które jest ewolucja podstawowego. Dzięki czemu podnoszę poprzeczkę osobom, które już lata spotykają się ze mną, a osoby początkujące wykonają tą prostszą wersję. Bardzo często się śmieje z nich, że oni nie zadają pytań dlaczego takie ciężkie, tylko jak to zrobić? J Widok wykonanych naprawdę trudnych ćwiczeń bardzo cieszy i motywuje. Wiem, że moja charyzma, energia i nadpobudliwość, która kiedyś dawała owoce w złamaniach, otarciach i guzach, teraz ma swoich odbiorców. Lubię się śmiać i to często z samej siebie. Zresztą przypadki losowe w moim życiu raczej wprowadziły by mnie w nerwice gdyby nie ta umiejętność. Często żarty, śmieszne akcenty próbuje wprowadzić na zajęciach. Wiem i widzę, że to strasznie rozładowuje napięcie z całego dnia, przepędza znużenie, a brak chęci i motywacji do pracy nie jest taki wyczuwalny. Pozwalam na wolniejsze tempo, mniejsze obciążenie, ale cały czas ma być praca. Czasami z uśmiechem na twarzy krzyknę 🙂 Zdaje sobie sprawę że taki sposób prowadzenia zajęć nie każdemu odpowiada. Są osoby, które się skarżą. Niektóre  z nich opowiadają pierwsze nasze spotkanie- „ jak byłam u ciebie pierwszy raz z zaciśniętymi zębami powtarzałam sobie: zapamiętam jej nazwisko. Już więcej razy do niej nie przyjdę.” Ta Pani do tej pory „uczy się mojego nazwiska”. Nie będę ściemniać, że zawsze jestem na 100% , że zawsze jestem w pełni sił, że zawsze zdrowa, czy nie mam problemów rodzinnych, zdrowotnych, sercowych. Każdy ma! To ciężki zawód, bo te 25-30 osób na sali przychodzi z tym samym, przychodzi odreagować i to do Ciebie. To duży trud i wyzwanie stanąć przed grupą z uśmiechem na twarzy po tym jak np. przed zajęciami dowiadujesz się że Twój kolega nie żyje, Twój członek rodziny, a tak niestety też bywa. Ciężki kawałek chleba, ale bardzo wdzięczny. Znika ból, trud, zmęczenie jak otrzymujesz wiadomości, że w danym dniu mija rocznica naszych spotkań i dodane są zdjęciami metamorfozy. Jestem trenerem personalnym i pewnie ktoś powie, że sram do własnego gniazda, bo daje wskazówki i rad osobom z grupowych zajęć, że te osoby nie dadzą mi zarobić na treningu personalnym. Wiem 3,4,10 osób wysłucha tych rad, ale się nie zastosuje. Niemniej jednak cieszy mnie jak widzę, gdy ta 11 ciężko pracuje i nie tylko wysłuchała, ale wciela w czyn moje słowa.

Przetrenowany: To jakie zajęcia polecasz? Czy początkujący od razu mogą mieszać się z starymi weteranami siłowni?

Kasia Kurek: Dobór zajęć jest sprawą indywidualną. Osobom, które przychodzą pierwszy raz i zaczynają całą przygodę, poleciła bym te podstawowe zajęcia typu abt, body shape, tbc. Natomiast nie jest tajemnicą , że najbardziej widoczne i spektakularne zmiany, metamorfozy mają Ci uczestnicy, którzy przychodzą na zajęcia z obciążeniem, trx, ketle. Mimo to nie skracała bym drogi osobom początkującym i od razu nie posłała bym ich na takie zajęcia, gdyż tam poprawna technika to klucz do sukcesu i do tego by wyjść całym z zajęć. Owszem trener omawia technikę, poprawia, ale czasem może nie zdążyć poprawić 10 osób początkujących podczas trwania serii. Sama prowadzę autorski program body shape, gdzie trochę żelaza przerzucamy i tam można popracować w odpowiedni sposób nad formą, poza tym doskonały jest trx, ketle, pump(sztangi) ale to wszystko zależy w jakim celu przychodzimy na zajęcia, siłownie, nad czym chcemy popracować. Może wydawać się to śmieszne, ale jedna z Pań zrobiła krok milowy jeśli chodzi o poprawę wyglądu chodząc tylko na brzuchomanie. . Chodziła tylko na te zajęcia bo miała małe dziecko, pracę i tylko ta godz. jej odpowiadała. Wiem, same ćwiczenia na brzuch kraty i ogólnej formy nie zrobią, ale działanie w myśl zasady lepszy rydz niż nic miało też swoje efekty. Tutaj akurat rydz okazał się naprawdę dużych rozmiarów 🙂

Przetrenowany: Czas przejść z zajęć prowadzonych do treningów indywidualnych. Jak wybrać dobrego trenera? Jest ich przecież tak dużo, że nie jesteśmy w stanie „przetestować” każdego.

Kasia Kurek: Jeśli chodzi wybór odpowiedniego trenera personalnego ciężko znaleźć jedną dobra drogę. Wydaje mi się , że chyba najlepsza jest ta z ust do ust, polecenie. Jakoś osobiście nie przekonują mnie zdjęcia z zawodów sylwetkowych, bez urazy dla tych wszystkich, którzy w nich biorą udział, bo zadajecie sobie ogromny trud i masę wyrzeczeń, by tam stanąć i szczerze chylę czoła przed tym gronem. Nie wiem skąd takie moje podejście? Może to kwestia tego, że już się opatrzyłam, że jest tego pełno na każdym kroku, ciężko mi stwierdzić. Nie mniej jednak na potwierdzenie moich słów widziałam śmiesznego mema „jeśli pod moim nagim zdjęciem jest 100 likeów to znak, że mogę zostać trenerem” :). Jedną z dróg która bym się kierowała to ilość szkoleń, rodzaj studiów. Wiem chodzi opinia, że papiery można kupić, studia nic nie dają, ale nie mnie jednak jakoś lepiej w tej profesji przemawia do mnie np. absolwent wych fizycznego, rehabilitacji jak pracownik banku, który skończył kurs online. Można takim osobom dać szanse i wielokrotnie mogą nas zaskoczyć swoją wiedzą itd. ale moje pierwsze wrażenie jest takie a nie inne. Bardzo często trenerzy mają swoje fan page, blogi itd. na których umieszczają ćwiczenia, szkolenia itp., rzeczy ze swojego życia zawodowego. Czasami na tych stronach są też opinie na temat danego trenera, owszem zazwyczaj te pochlebne, ale gdy jest rozsądny trener , to chociaż parę negatywnych zostawi :). Czasami niektóre kluby proponują treningi wprowadzające tyle, że istnieje wówczas ryzyko rosyjskiej ruletki, nie wiesz na kogo trafisz.

… koniec części pierwszej

w części drugiej Kasia opowiadać będzie o wyborze trenera personalnego. Porozmawiamy o tym, jakie błędy popełniają niedoświadczeni trenerzy i czy na pewno nie jest to wyzyskiwanie pieniędzy?

Zapraszam za kilka dni na kontynuację tematu 🙂